a

Orle 08-10 XI 2008

Rozwiń
Zwiń
listę uczestników
Legenda:
  • Koszulka Specjalna
  • Emeryt
  • Weteran
  • Nowy Emeryt
  • Nowy Weteran
  • Brak Wyróżnienia
  • Debiutant
  • Michał Kucharczyk
  • Ula Poturniak
  • Ania Kotowska
  • Monika Matyjaszczyk
  • Sonia Krajewska
  • Adam Foiński
  • Paweł Bogner
  • Bartek Piwowarski
  • Piotr Wojtaś
  • Asia Huzar
  • Dominik Gronkiewicz
  • Ewelina Gregolińska
  • Robert Adamik
  • Ola Snoch
Pokaż
Schowaj
trasę wyjazdu
Jakuszyce
Orle
Harrachov
Orle
Szklarska Poręba
Autor: Szef

Jak już zostało wielokrotnie napisane w relacjach, które znalazły się na dalszych stronach tej kroniki, niełatwo jest odróżnić wyjazdy, które odbywają się cyklicznie jak Orle, Wójtówka czy Poręba. Czasem wydarza się jednak coś, co zostaje w pamięci i później wspomina się dany wyjazd jako tą Porębę, na której były kotleciki Zuzi, tę Wójtówkę, w której Czesław z Mazurem kąpali się w śniegu (ale wtedy też zostało zrobione przez Sylwię słynne zdjęcie z Borówkowej, które do tej pory mam na pulpicie mojego komputera) albo to Orle, w którym Ola zgubiła okulary.

Trasa przebiegała standardowo, czyli z Jakuszyc szliśmy już po ciemku, przez Samolot. Doświadczeni orlobywalcy wiedzą, że niedługo przed Orlem można wybrać skrót szlakiem czerwonym, który odbija w lewo i prowadzi wąską, stromą ścieżką albo podążać dalej wygodną, szeroką, tak charakterystyczną dla Gór Izerskich drogą. Oczywiście nie ma sensu iść ciemnym lasem wąską ścieżką przy włączonych latarkach. Nie po to wybiera się trudniejszą, niebezpieczniejszą, powiedzmy wprost – bezsensowną drogę. Okazało się, że przy jednej z ewolucji (szlak nie dość, że stromy, to jeszcze kamienisty i wyboisty) Ola zgubiła okulary. Było tak ciemno, że zauważyła to dopiero po zejściu do drogi (tak, tej wygodnej, co przed chwilą). Jakbym musiał kiedyś nosić okulary, to chciałbym od tego samego producenta – takie lekkie, że nie czujesz, że masz je na nosie. Poszukiwania odłożyliśmy jednak na dzień następny. No po prostu na dzień. Nazajutrz razem z grupą ochotników poszliśmy na szlak, niestety bezskutecznie. Wyglądało na to, że strata jest nie do odzyskania. Jako że jednak nie jestem człowiekiem, który łatwo się poddaje, zamiast, jak to bywało wiele razy wcześniej, a jeszcze więcej później, wracać przez kopalnię i Wysoki Kamień zarządziłem, że wracamy przez Samolot i Jakuszyce, żeby dać sobie jeszcze jedną szansę na znalezienie okularów. Oczywiście te niespełna trzydzieści osób połączonych sił trójki i czternastki nie dało rady znaleźć okularów, ale niezwykle sprytny, inteligentny i spostrzegawczy, a do tego zwyczajnie życzliwy i bolejący nad stratą podopiecznej opiekun idący na końcu grupy odnalazł zgubę. Po prostu skoro tyle osób wcześniej nie znalazło, należało szukać nieco dalej od ścieżki. To nie było takie trudne. W sensie dla mnie nie było. Uznałem jednak, że nie będę się tak od razu zdradzał z moim znaleziskiem i za moment wręczenia okularów wybrałem tradycyjne kółkowe zakończenie z tą ładną piosenką i hokejowym pożegnaniem. Otóż stanąłem przed Olą w jej własnych okularach, co niestety zamiast zaowocować rzuceniem się profesorowi na szyję, piskiem radości, obietnicą dozgonnej wdzięczności i takimi tam, zostało skwitowane krótkim, nadąsanym: „bardzo śmieszne!”. Nie wiem, czy to ta kilkugodzinna zwłoka, czy też inne poważniejsze kwestie sprawiły, że więcej już nie pojechała…

O tym, że Szef naprawdę znalazł Oli okulary ostatniego dnia zainteresowana dowiedziała się 8 lat później.

Szef