a

Wójtówka 06-07 XII 2008

Rozwiń
Zwiń
listę uczestników
Legenda:
  • Koszulka Specjalna
  • Emeryt
  • Weteran
  • Nowy Emeryt
  • Nowy Weteran
  • Brak Wyróżnienia
  • Debiutant
  • Michał Kucharczyk
  • Michał Grochowski
  • Asia Huzar
  • Agnieszka Sroczyńska
  • Tomek Żórawik
  • Paweł Kazimierczyk
  • Wojtek Olszewski
  • Ala Kucharczyk (Przybyszewska)
Pokaż
Schowaj
trasę wyjazdu
Lądek-Zdrój
Wójtówka
Lądek-Zdrój
Autor: Paweł

Od grudniowego, acz nieśnieżnego wyjazdu do Wójtówki rozpoczęła się moja przydługaśna przygoda z, jak się później okazało, Trójkowym Klubem Turystycznym. Choć od wyjazdu minęło 8 lat, w każdej chwili mógłbym wymienić jej pełny skład osobowy, choć teraz nie będę tego czynił, gdyż ów można znaleźć tuż obok. Być może jest to możliwe dlatego, że była nas, wliczając Szefa, dziewiątka i tutaj mam przewagę nad debiutującymi na przykład dwa wyjazdy wcześniej, którzy mieliby do zapamiętania prawie pół setki osób. Już nie wspominając o tych, którzy debiutowali kilka lat po mnie. Tym razem było na tyle kameralnie, że nawet wszyscy spali na pięterku i nie było tłoczno.

W 2008 roku weekendówka w Chatce zaczynała się w sobotę. Po nieprzesadnie długim, choć nie najkrótszym możliwym, spacerze z Lądka-Zdroju doszliśmy do niej od tyłu, czyli ścieżką, którą zwykło się iść do lasu po drewno. A po ogarnięciu się i rozgrzaniu Chatki przyszedł czas na kolejny wymarsz – po Grocha, który z niezapamiętanych przez historię przyczyn nie mógł z nami wyruszyć rano. Lecz ażeby utrzymać ciągłość życia ognia, pozostałem w środku i zaraz po tym jak zostałem opuszczony przez współtowarzyszy, ułożyłem się na leżących przy kozie baranich skórach. Gdy się obudziłem, jąłem czym prędzej dokładać i próbować ratować sytuację. Fakt ten został doceniony przez przybyłych, którzy zaglądając przez okno byli tego świadkami, jednak po wejściu do środka nie okazali entuzjazmu z jakości realizacji powierzonego mi zadania – choć obyło się bez pierwszego ostrzeżenia.

Gdy wszyscy byli już na miejscu, przyszedł oczywiście czas na strawę. Chyba byliśmy głodni, bowiem gdy jedna z pracujących w kuchni niewiast przyniosła na stół talerz pełny pokrojonego surowego mięsa, Szef nie omieszkał stwierdzić, że wygląda smakowicie. Gdy kilkadziesiąt minut później mięso wróciło na stół, już cieplejsze oraz w towarzystwie sosu i, zapewne, makaronu, rzeczywiście się takim okazało. Na drugi dzień przyszedł czas na klasyczne prace okołochatkowe, jak choćby naprawa siekiery, które zajęły tyle czasu, że po zakluczeniu lokalu zeszliśmy już tylko do Lądka nie zaliczając podczas weekendu żadnego istotnego szczytu. No, może poza Chłopską Kopą, na której zboczu stała, i wciąż stoi, Chatka.

Paweł