a

Orle 09-11 XI 2012

Rozwiń
Zwiń
listę uczestników
Legenda:
  • Koszulka Specjalna
  • Emeryt
  • Weteran
  • Nowy Emeryt
  • Nowy Weteran
  • Brak Wyróżnienia
  • Debiutant
  • Ania Zaleska
  • Michał Kucharczyk
  • Ala Kucharczyk (Przybyszewska)
  • Monika Sikora
  • Paweł Dracz
  • Michał Żłobicki
  • Karolina Stefańska
  • Michał Martusewicz
  • Miłosz Staniszewski
  • Agata Gawkowska
  • Karolina Wądrzyk
  • Tomek Turek
  • Marta Wesołowska
  • Paweł Jacyk
  • Zosia Wróblewska
  • Dawid Chmiel
  • Dominika Wąsowska
  • Alina Narwojsz
  • Karolina Pająk
  • Bartek Surma
  • Ania Wilczura
  • Michał Topolski
  • Ola Lemke
  • Krzysiek Story
  • Stefan Mizia
  • Iwona Janik
  • Paweł Kazimierczyk
  • Mateusz Antoniuk
Pokaż
Schowaj
trasę wyjazdu
Jakuszyce
Orle
Torfowiska Izery
Jizerka
Orle
Izerskie Garby
Szklarska Poręba
Zobacz zdjęcia z wyjazdu
Autor: Myśliwy

No i nadeszło Orle. Warto zaznaczyć na początku, że było to jak na razie ostatnie Orle, które odbyło się w terminie nienachodzącym na Obóz Sędziowski. Dzięki temu byłem na obu. Nietrudno zgadnąć, który wyjazd okazał się dla mnie ważniejszy – ale bacząc na coroczną potrzebę promocji wyjazdu do Głuchołaz, nie będę pisał tego wprost.

Orla są różne – czterodniowe od rana, trzydniowe od rana i trzydniowe od wieczora. Byłem na każdym rodzaju, a to ostatnie było moim pierwszym. Wieczorna przesiadka w Jeleniej Górze – i małymi busikami z hardą imprezą na tylnych siedzeniach dojechaliśmy na Polanę Jakuszycką. Z naszej jakże obiecującej klasy 1A pojechali jeszcze tylko Owieczka i Marchewa (możliwe, że już wtedy tak się nazywali) – i była to też cała reprezentacja naszego rocznika. Za Orle zdobywa się wprawdzie tylko jeden punkt, ale to właśnie te trzy osoby najszybciej dostały koszulki niespełna rok później. Niemniej jednak tak skąpa reprezentacja stymuluje poznawanie osób z wyższych klas – i tak podczas pierwszej drogi Samolotem krzesaliśmy iskry pod butami, cytując z Isią i Turasem filmy Tarantino, co zdarza się nam do dziś (przynajmniej kiedy któreś z nich pojedzie).

Zakwaterowanie tam gdzie zawsze, czyli na piętrze i na ławkach, nigdzie indziej. W sali nie było jeszcze łóżek, a Bartek Surma miał długie włosy. Ale raczyć opowieściami potrafił tak samo. Tego pierwszego wieczoru koncertu nie było, tylko śpiewanki, i to w tak skromnym gronie, że nie trzeba było robić miejsca na środku. Wtedy na TKT zadebiutowały moje przeszkadzajki, czyli dwa kijki, puszka po Snickersach i tamburyn.

Śniadanie zasłynęło z bardzo pieprznego serka białego. Potem Ninja przed wyjściem na wycieczkę. Mój aparat krążył między postaciami. I w końcu coś z cyklu „Ten wyjazd jest znany jako wyjazd, na którym to się wydarzyło”. Nauczka o sznurowaniu butów. Turas, próg, drzwi, schody, kaszkiet, żelki. Na schodach, bo już generalnie nie w opakowaniu. I moje ich zdjęcie, mimo zwijającego się obok z bólu Turasa. Wstyd się przyznać, ale takie są fakty. Na szczęście nic mu się nie stało.

Wielopoziomowa tragedia ludzka. Znaczy się na schodach (fot. Myśliwy)
Tu nie robi różnicy, czy pamiętasz, która ręka jest lewa. Tu już niczego się nie wie (fot. Myśliwy)

Tam, gdzie cyklista zsiada z koła, schody właśnie się budowały. Odbiliśmy przed Jizerką w prawo, ale nie ruszyliśmy na górę Grzebienia. Błądziliśmy niedaleko granicy po niemal-torfowiskach Izery. Na terenie najniżej w Polsce położonych hal górskich. Cała sieć rzeczek zmuszała nas do lawirowania i szukania mostków. W końcu jednak zrobiliśmy pętelkę i zaszliśmy na obiad do którejś z gospód.

Wieczorem pod sceną swoje koszulki weterańskie odebrali Isia i Paweł, a także (honorowo, wszak zasłużył na nią dużo wcześniej) prof. Ojciec. Rozpoczął się koncert – w koszulkach z Rawy Blues (z okazji 10 lat występów zespołu na tym festiwalu). W kontekście prywatnym pojawił się nawet na chwilę Sójka. Zabrał ze sobą swojego przyjaciela Przemysława, by pokazać mu swojego wychowawcę. Akurat Szef grał wtedy w sowieckiej wojskowej czapce, pewnie w imię zasady by zawsze mieć coś na głowie. Cokolwiek.

Na scenie zawitało również 22:30, zespół Tomczesława. Podobno koncert trwał do późnej nocy, a Szef nawet spełnił swoje marzenie i zasiadł przy bębnach. Nie było mnie przy tym, za to grałem na górze w przeróżne gry związane ze stołem i dłońmi, zapodane przez Bartka.

W powrotnej drodze udaliśmy się na Stanisława. Było zimno i wietrznie, ale dość przejrzyście. Prawdziwą atrakcją był jednak drugi tego wyjazdu koncert, tym razem w Szklarskiej Porębie. Mizia & Mizia bez Blues Band, a więc chronologicznie pierwsza formacja, zagrała w poprawczaku. W pierwszych rzędach zasiadły wygolone głowy, my skupiliśmy się z tyłu sali. Ciekawe doświadczenie, ale korytarzami chodziliśmy grupkami.

Myśliwy
Czasem aparat wymsknie się z ręki, a ludzie i tak powiedzą, że to fancy (fot. Myśliwy)