a

Orle 10-12 XI 2017

Rozwiń
Zwiń
listę uczestników
Legenda:
  • Koszulka Specjalna
  • Emeryt
  • Weteran
  • Nowy Emeryt
  • Nowy Weteran
  • Brak Wyróżnienia
  • Debiutant
  • Stefan Mizia
  • Magda Buszka
  • Wojtek Hebisz
  • Piotr Sterc
  • Marysia Milach
  • Olek Milach
  • Michał Żłobicki
  • Ania Zaleska
  • Miłosz Staniszewski
  • Paweł Kazimierczyk
  • Michał Kucharczyk
  • Ala Kucharczyk (Przybyszewska)
  • Paweł Dracz
  • Magda Kłodnicka
  • Kuba Kaczmarek
  • Krzysiek Jadłowski
  • Janusz Witkowski
  • Marianna Janikowska
  • Julia Lignarska
  • Marianna Kabata
  • Magda Ślusarz
  • Narcyza Krajewska
  • Wiktor Jacaszek
  • Natalia Jeszka
  • Hela Cebrat
  • Ola Gerszendorf
  • Julia Osmólska
  • Marta Posadzy
  • Kuba Poprawski
  • Julia Błaszczyk
  • Emilia Skwarska
  • Julia Koronczok
  • Kasia Miernikiewicz
  • Mateusz Kanoza
  • Mateusz Grześkowiak
  • Mira Najdek
  • Maciek Hedloff
  • Asia Tryba
  • Kacper Dąbek
  • Ula Grochocińska
  • Wojtek Olszewski
  • Bartek Surma
  • Krzysiek Story
  • Krzysiek Grynkiewicz
  • Marta Pałczyńska
  • Wiktor Ogrodnik
  • Martyna Frankowicz
  • Basia Chłódek
  • Ola Miernikiewicz
  • Basia Birula
  • Zosia Kołaczkowska
  • Daria Perkowska
  • Mateusz Kandybo
  • Jan Kwaśnik
  • Lea Jurek
  • Zuzia Bardian
  • Oliwia Piątek
  • Julia Kossowska
  • Asia Suppan
  • Bartek Chądzyński
  • Piotr Jażdżyk
  • Zuzia Abrich
  • Kuba Jugo
  • Darek Ciesielski
  • Marek Krupicki
  • Szymon Jonkisz
  • Kuba Kobik
  • Maks Czudziak
  • Mateusz Bożejko
  • Kaja Drozdowska
  • Kamil Zimnowoda
  • Edyta Kania
  • Tomek Juszczyszyn
  • Michał Topolski
  • Ania Czachorowska
  • Marta Markowicz
  • Gabrysia Pytel
  • Tymon Porębski
  • Monika Najdek
  • Artur Wawryszewicz
  • Maks Kołodziej
  • Rauan Shmanova
Pokaż
Schowaj
trasę wyjazdu
Jakuszyce
Orle
Bukovec
Jizerka
Orle
Wysoki Kamień
Szklarska Poręba
Autorka: Jul

Jak co roku podczas długiego weekendu listopadowego (choć tym razem nie był on wcale dłuższy od przeciętnego) TKT wybrało się… a nie, przepraszam, poleciało na Orle. Wyjątkowo nie mogę ponarzekać na wstawanie o jakiejś nieludzkiej godzinie, gdyż na dworzec udaliśmy się zaraz po lekcjach w piątek, przez co wielu uczestników nie pojawiło się tego dnia w szkole – chociaż raczej nie powinnam o tym wspominać. Pamiętajmy jednak, iż taki wyjazd zasługuje na porządne przygotowanie, niech więc nieobecność zostanie im usprawiedliwiona. Na tę wycieczkę zgłosiła się piękna, okrągła liczba 100 osób. Niestety oficjalnie uczestników mogło pojechać zaledwie 80, dlatego odbyło się tradycyjne losowanie, które wyłoniło wybrańców. Jakie szczęście, że znalazłam się wśród nich.

„Ciemność. Widzę ciemność. Ciemność widzę.” – Ten kultowy cytat zdecydowanie najlepiej opisuje naszą wędrówkę ze stacji w Jakuszycach do schroniska. Przecież latarki, telefony, zapalniczki czy jakiekolwiek inne źródła światła (a TKTowcy to osoby z natury dosyć kreatywne) są dla miękkich wafli. Prawdziwi weterani, lub przyszli weterani, potrafią z gracją i pełnym spokojem przejść szlak nawet z zamkniętymi oczami. Dla pewności jednak grupa podzieliła się na mniejsze zespoły. Wiele z nich w geście przyjaźni oraz nadziei zostania uchronionym przez partnera przed niekontrolowanym upadkiem w razie nagłej utraty równowagi trzymało się za ręce, żwawo podążając do celu. Jestem pewna, że to podświadomie, a nie z braku jakiejkolwiek widoczności, wybraliśmy trasę polegającą na okresowym wpadaniu na młode świerki bądź krzaki oraz częstym zsuwaniu się któregoś uczestnika do rowu, kiedy tuż obok biegła równiutka, przygotowana turystyczna ścieżka – by nabierać nowe doświadczenia i pokonywać kolejne przeszkody dane od losu. Mimo licznych przejętych okrzyków, potknięć i podnoszeń kolejnych osób z ziemi, gdy tylko choć na moment zapalało się światło, rozlegał się wielki chór przekazujący jedno konkretne polecenie: „Zgaś to!”. W pewnym momencie marszu zorientowałam się, że czapka nasunęła mi się na oczy. Poprawiałam ją z myślą, iż to ona była przyczyną mojego braku widoczności, jednak gdy wróciła na swoje miejsce, nic się nie zmieniło. Chciałabym móc tutaj zamieścić rozbudowane oraz poetyckie opisy otaczającej nas wspaniałej przyrody, które zawierają się w prawie każdej relacji z innych wyjazdów. Powody, dla których nie mogę tego uczynić są następujące: po pierwsze nie zostałam obdarzona umiejętnością słownego wyrażania zachwytów nad światem, a po drugie – nic nie widziałam.

Już pierwszego wieczoru odbył się koncert Mizia&Mizia Blues Band. Sala pełna, ścisk i tłok, w uszach głośny blues, czyli zabawa do późnej nocy. Tym razem na scenie zagościł również mój ulubiony słynny perkusista Jakub Jugo. Jak dobrze jest zobaczyć przyjaciela w takim miejscu. A jaki kontrast rzucał się w oczy, gdy spojrzało się na głowy Dżogiego i Szefa grających obok siebie. Zespół dopełnili w tej części koncertu Xyl i Tomek – także TKTowicze. Część publiczności skakała w szalonym tańcu (polecam Oliwkę jako partnerkę do tańca, sam Profesor Mizia stwierdził, że wymiatamy), część siedziała, część słuchała w drzwiach, ale jedno jest pewne – każdy delektował się tymi dźwiękami. Po udanym muzykowaniu nadszedł czas na kolejne, skromniejsze, aczkolwiek wcale nie gorsze. Śpiewanki, podczas których zapatrzeni w Szefa z gitarą próbujemy swoich sił wokalnych. Jest to także maraton walczenia z przymykającymi się powiekami, choć wielu od razu bezceremonialnie szuka w miarę wygodnej pozycji leżącej na podłodze bądź nogach osoby obok.

Wiadomo, że w kupie raźniej, im więcej, tym lepiej, oraz że jak wszyscy śmierdzą, to nikt nie śmierdzi, ale muszę przyznać, że bycie obudzonym przez Szefa słowami: „Łooo, powietrze tutaj kończy się 20 cm nad podłogą” wzbudza lekki niepokój i usprawiedliwia dyskomfort, który towarzyszył nam przez całą noc. Znika on jednak od razu po ujrzeniu wszystkich TKTowskich twarzy, które z pełnią optymizmu witają dzisiejsze przygody, mimo że, i mówię to z przekonaniem, w nocy cierpieli równie mocno jak ty. Tak właśnie wygląda spanie w zbiorówce.

I dlatego tym razem w Orlu nie zachorował (fot. Jul)
Norman Bates (1960), Alex DeLarge (1971), Jack Torrance (1980), Oliwia Piątek (2017) (fot. Jul)
Dolnośląski alpinista vs dolnośląski Maradona (fot. Jul)

Następny dzień. Wyjątkowo w tym roku nie obeszło się bez gry w gałę na orlowskiej ziemi. Gracze oddawali się rozrywce, ślizgając się na przykrytej białym puchem trawie, w krótkich spodenkach, kiedy wierni kibicie cierpieli marznąc w kurtkach, stojąc z boku boiska. Piłka na śniegu toczyła się po kilka metrów. Po zwycięstwie drużyny tekatowskiej nad lubińsko-zabrzańsko-wszelaką udaliśmy się na spacer. Zabawy na śniegu, wielkie bitwy na śnieżki co kilometr, zjeżdżanie z górek na jabłuszkach lub bez, uciekanie przed chcącymi natrzeć cię śniegiem kolegami, wrzucanie innych do niego, lepienie bałwanów lub wiewiórek. Czegóż chcieć więcej? Przeszliśmy do wsi Jizerka przez Bukovec, gdzie kilkoro z nas poczuło nagłą potrzebę zrzucenia z siebie ubrań. Wracaliśmy malowniczą trasą, a potem przedzieraliśmy się przez las i mokradła. Na całe szczęście przemokły mi buty – przecież bez tego zimowy tekat nie wydaje się być zimowy. Po powrocie i dobrym obiedzie w postaci bigosu, którego porcja zdecydowanie mnie przerosła i, mimo szczerych chęci, musiałam oddać połowę sąsiadom (wiele osób już wie, że opłaca się siedzenie obok mnie na posiłkach), rozpoczęto przygotowania do wieczornych koncertowych szaleństw, kładąc się do śpiworów, bądź oddano się mafijnym (a w nielicznych przypadkach – nawet matematycznym) porachunkom. A w nocy – powtórka z rozrywki.

Zejście schodami jest zbyt mało ekstremalne (fot. Julka Retro)
Kacper zafundował nam niezłą rozrywkę (fot. Jul)
Szef zawisnął na bukowej gałęzi niczym pomarańczowy lampion (fot. Jul)

W niedzielę konkretne śniadanie, szybkie pakowanie i szukanie zagubionych rzeczy, baranki i jazda w trasę. Po drodze w grze w pająka nie odważył się wziąć udziału żaden nowy licealista, ale „starszyzna” zaprezentowała grę z klasą. Tym razem odbyło się bez żadnych skręconych kostek czy innych kontuzji – a przynajmniej nikt się nie przyznał. Pojawiliśmy się oczywiście na szczycie Wielki Kamień, który, sama nie wiem dlaczego, jest jednym z moich ulubionych. Tam razem z Narcyzą z okazji osiemnastych urodzin Wicia wręczyłyśmy mu trójkąt, który na stałe zagościł wśród śpiewankowych instrumentów. Jak to mawia Nari: „Najlepszy zakup 2017 roku”.

Szejk it bejbe (fot. Jul)
Tak się kończy Niemazuma (fot. Jul)
Tylko wyciąć i memy robić (fot. Jul)

W pociągu tradycyjnie biliśmy rekordy w liczbie osób mieszczących się na 8 siedzeniach i kawałku korytarza podczas ostatnich śpiewanek. Oprócz niebieskiej gitary do muzykowania nieśmiało dołączyło ukulele. Czasem udawało się je usłyszeć.

Wyjazd na Orle 2017 był dla mnie w pewien sposób szczególny. Przeżyłam już cały rok z TKT, a to było pierwsze miejsce, do którego udało mi się z nim powrócić. Dopadły mnie refleksje porównujące tę jedną z moich pierwszych wycieczek do tego, co jest teraz. Pewne rzeczy pozostały te same, „i stół i krzesła i buty” (chociaż akurat ja swoje zmieniłam w ciągu tego roku). Jednak wiele się zmieniło, a przede wszystkim ja. W czasie śpiewanek rozglądałam się po sali, przyglądając się niezauważalnie towarzyszom, i zastanawiałam się, ile dla mnie znaczą. Jak przez ten rok wszyscy stali się moją rodziną, góry domem, a Profesor Mizia – Szefem.

Jul